środa, 2 marca 2016

Słoń

Udawanie jest chyba trochę wpisane w definicję studiowania.
My udajemy, że uważamy na ćwiczeniach i że jesteśmy żywo zainteresowani tematem.
Prowadzący udają, że nie mają nas głęboko gdzieś i że nie przeszkadzamy im na każdym kroku swoją obecnością.
Dzień w dzień prowadzimy taką grę, jednocześnie udając, że jest miło.

Jednak wraz z szóstym semestrem sztuka ta wkroczyła na nowy poziom.
Zajęcia na klinikach, od prowadzącego padło hasło, żeby wprowadzić na salę krowę. Wszyscy zaczęli wyciągać z niecierpliwością szyje, bo oto wielkie wydarzenie - wreszcie przyjdzie nam zaznajomić się z bydłem! Jakież było nasze zdziwienie, gdy usłyszeliśmy przeraźliwe beczenie.
- Proszę państwa, to jest owca. Będziemy jednak udawać, że to krowa.
Spojrzeliśmy wszyscy na rzeczoną owcę, której do krowy daleko było wszystkim, zwłaszcza gabarytami. A że mieliśmy ćwiczyć poskramianie i kładzenie, to ta wersja dziecięcej zabawy "na niby" była szczególnie zaawansowana.
- Normalnie tę pętlę zakłada się na rogach... Owca nie ma rogów, ale jakby to była krowa, to zrobilibyśmy tak i tak.
- Generalnie prawdziwa krowa jest troszkę większa... Ale też sobie poradzicie jak ją znieczulicie.

Cała ta sytuacja przypomniała mi opowiadanie Sławomira Mrożka "Słoń".

Był to ogród prowincjonalny, brakowało w nim kilku podstawowych zwierząt, między innymi słonia. Usiłowano go na razie zastąpić, hodując trzy tysiące królików. Jednak w miarę jak rozwijał się nasz kraj — planowo uzupełniano braki. Wreszcie przyszła kolej i na słonia. Z okazji 22 Lipca ogród otrzymał zawiadomienie, że przydział słonia został ostatecznie załatwiony. Pracownicy ogrodu, szczerze oddani sprawie, ucieszyli się. Tym większe było ich zdziwienie, kiedy dowiedzieli się, że dyrektor napisał do Warszawy memoriał, w którym zrzekał się przydziału i przedstawił plan uzyskania słonia sposobem gospodarczym.  
 „Ja i cała załoga” — pisał — „zdajemy sobie sprawę, że słoń jest wielkim ciężarem na barkach polskiego górnika i hutnika. Pragnąc obniżyć koszty własne, proponuję zastąpić słonia wymienionego w odnośnym piśmie — słoniem własnym. Możemy wykonać słonia z gumy, w odpowiedniej wielkości, napełnić go powietrzem i wstawić za ogrodzenie. Starannie pomalowany, nie będzie się odróżniał od prawdziwego, nawet przy bliższych oględzinach. Pamiętajmy, że słoń jest zwierzęciem ociężałym, nie wykonuje więc żadnych skoków, biegów i nie tarza się. Na ogrodzeniu umieścimy tabliczkę wyjaśniającą, że jest to słoń szczególnie ociężały. Pieniądze zaoszczędzone w ten sposób możemy obrócić na budowę nowego odrzutowca albo konserwację zabytków kościelnych.
Życzę Wam, żeby Wasze uczelnie nie wpadły na pomysł wprowadzenia "słonia własnego".

2 komentarze:

  1. Mój guru od małych przeżuwaczy, dr Jarosław Kaba, zwykł nas przestrzegać: "owca to nie jest mała krowa, a koza to nie owca"" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to brzmi rozsądnie, ale cóż, zawsze powtarzam, że Lublin to nie miasto, Lublin to stan umysłu.

      Usuń